Na rowerze jeżdżę od kąd pamiętam, na początku był to trzy kołowiec, czyli
jazda dookoła piaskownicy, potem poważna maszyna 2 kołowa, czyli już lekkie
wypady ciut dalej. Mieszkałem wtedy w Krakowie a na wakacje jeździłem do
Grodna. Właśnie w Grodnie pojawił się mój pierwszy składak (kuzyn znalazł
wywalony rower wziął go, wyczyścił, pomalował kupił kolo tylnie, a na przednie
starczyło mu tylko na obręcz, na pomoc przyszedł dziadek i kupił
mi oponę i dętkę i w tak oto nieoczekiwany sposób stałem się posiadaczem
niebieskiego składaczka, miałem wtedy 6 lat.) Czternastoletni kuzyn zyskał u
mnie wieeelkiego plusa i nie był już tylko wrednym kuzynem, który razem i
innymi kolegami przywiązywali mnie do drzewa „for fun”. Oczywiście ten rower
był na mnie za duży, aby pojeździć na nim, opierałem go o mur, wchodziłem na
niego, i już na siodełku siedząc odjeżdżałem niczym torowiec ;) Pojeździłem na
nim parę miesięcy, a kiedy udowodniłem już całej rodzince, że umiem na nim
jeździć dostałem seledynowy poważny rower. Mieszkałem wtedy w Grodnie z babcią
i dziadkiem. Przez 2 lata jeździłem, ścigałem się z kolegami „ Kto pierwszy
dojedzie do skrzyżowania” i takie tam. W roku 1998 zmieniłem miejsce
zamieszkania dosyć znacznie, bo o 650 km i pojawiłem się znowu w Krakowie. W
2000 roku wybrałem się z mamą na zakupy. Miałem do wyboru rower czarny albo
niebieski. Wybrałem niebieski. Jeździłem na nim wszędzie, nadrabiając
zaległości. Trafiłem na forum bikepl.com i tam też dowiedziałem się jak wygląda
prawdziwy rower, co to znaczy XC etc. Zakupiłem odpowiednie mapy, i zwiedzałem
okolice Krakowa: Ojców, dolinki podkrakowskie... byłem oczarowany
możliwościami, jakie niesie jazda na rowerze. 10 Października 2003 roku
wystartowałem w Pucharze Kuratora Oświaty woj. Małopolskiego. Byłem 4 na chyba 8 ;) Drużynowo nasze
gimnazjum zdobyło 2 miejsce dzięki wspaniałej jeździe Wojtka Nizioła, który to
był 2. Jako że pierwsze miejsce zdobył SMS to mogłem być z siebie dumny;)
Piękny puchar powędrował do szkolnej gablotki. Po tym wspaniałym debiucie stwierdziłem,
że chcę się ścigać. Zakupiłem odpowiedni kask i ubranko / od czegoś trzeba
zacząć/. Na wiosnę zupełnie nieświadomy rangi zawodów wybrałem się na Puchar
Tarnowa. Tam też po raz pierwszy spotkałem RomanaXC znanego mi wcześniej z
forum bikepl.com. Oczywiście nie ukończyłem, tzn. jechałem jako jeden z
ostatnich i złapałem kapcia, co było dla mnie wręcz wybawieniem. Bolesna
lekcja.
Postanowiłem wystartować w maratonie ligi bikeboard w Krakowie, gdyż
słyszałem ze jest to również impreza dla zwykłych ludzie lubiących jeździć, a
nie strasznych wycinaków, których miałem okazje oglądać na PT. Koło Kryspinowa
gdzie miał odbyć się start poznałem Młodego, kolegę Radara, z którym to dzień
później objeżdżałem trasę maratonu. Była to moja pierwsza wspólna jazda. Mój
pierwszy maraton był dla mnie przygodą życia. W sumie czułem się raźniej gdyż
znałem Radara i jego ekipę, więc nie było tak źle. Ustawiłem się prawie na
samym końcu, czyli miałem przed sobą 700 osób. Wpadłem na metę około 260 open i
36 w kategorii M1;) Sukces. Plusik aż nie mieści się w serduszku dla Gosi i jej
siostry Ani za wierne kibicowanie;)
Przez resztę sezonu buszowałem po
Ojcowie i Lasku Wolskim. W zimie szukałem jakiegoś klubu w Krakowie, w którym
to będę mógł zacząć swoją rowerową poważną przygodę. Radar polecił Krakowski
Klub Kolarski Krak Bike, który właśnie się tworzył. To tam na herbacianych
spotkaniach poznałem Marysię, Kubulka, Mikołaja Menke i Marka Tyńca, który to
odwiedził nas, aby zobaczyć, co się tworzy w Krakowie;) Była wiosna 2005, w KKK
nastąpił lekki konflikt. Rozstaliśmy się. Powstał Maverick Team Kraków, w
którym to Radar, Marysia, Kubulek i ja zaczęliśmy jeździć. Dołączył do nas
Szeryf, kolega Kuby. Tak oto powstała nasza piątka. Dostaliśmy spore
dofinansowanie, wiec można było myśleć o całej lidze BM. Moja niebieska bestia
nie była raczej gotowa na quasi poważne ściganie. Radar pożyczył mi swojego DC
Amstafa w wersji XC. Super sprzęt. Maraton w Łomiankach i Karpaczu pojechałem
właśnie na nim. W tym okresie ukradziono mi mój niebieski rower. Trzeba było
coś wymyślić. Mama kupiła mi rower, poskładał go dla mnie Kubulek, wykazując
przy tym taką finansową gibkość, że gdy zobaczyłem efekt końcowy, po prostu
oszalałem ;) Rama prawie nówka Trek 8500, koła na piastach XT, mavic, avid 5.
XT tu XT tam. Choć sprzęt miałem
znakomity ja jeździłem średnio miedzy 21-37 miejscem w kategorii i 121 do 266
open.
Postanowiłem przepracować poważnie zimę, plan treningowy napisał mi Marek
Tyniec, a ja słuchałem go bardzo dokładnie. Tak oto wszedłem w sezon 2006.
Szok, jakiego doznałem w Otwocku dowiadując się, że jestem 9 w kategorii i 66
open był nie do opisania. Plan sprawdził się. W późniejszym czasie pojawiły się
dekoracje, nawet najwyższe pudło na
amatorskich mistrzostwach woj. Małoposkiego. Krakowscy maratończycy
zaczęli mi doradzać jak dobrze trenować.
Tak oto rozpoczęliśmy przygotowania do kolejnego sezonu...