|
|
|
| | Czwartek 11.10.2007 |  Ojojku jojku. Ileż to czasu minęło. Miesiąc nic nie pisałem. Głupio. To znaczy, no wiecie napisałbym, ale jakoś nikt się nie domagał... ani listu otwartego, ani poselstwa jakiego. Nic. Pomyślałem więc, że nie będę Was rozpieszczał. No ale wszystko idzie do przodu dużo ciekawych rzeczy się podziało... trzeba by o tym napisać. Sprawa pierwsza i baardzo ważna. Gościłem u mnie mojego kuzyna Sashę / bardziej swojsko Olka/ Z nim to przypomniałem sobie jak wygląda Wawel i okolice. Dawno tam nie byłem i muszę przyznać, że z wielką ciekawością oglądałem wszystkie zabytki. Niby są na codzień ale jakoś nie ma czasu nie ma ochoty bla bla bla. Nie ma że boli... wybierzcie się na spacer. Kraków to takie piękne miasto. Wracając do Olka. W czwartek pojechaliśmy do Zakopanego. Chciałem Olkowi pokazać góry... ... |
| | | | Niedziela 02.09.2007 |  Taki ot komunikacik z racji braku innych njusów ;) W najbliższym czasie czeka mnie zmiana zajmowanego lokum. Nie wiem jak szybko uzyskam ponowny dostęp do internetu, więc tak Wam mówię. Może kogoś zdzwi moja nieobecność, a jako, że Wasze zdrowie psychiczne jest dla mnie najważniejsze musiałem Wam o tym powiedzieć.
Tak z innej beczki... zaczyna się rok szkolny. Najważniejszy w moim życiu, bo zakończony egzaminem maturalnym. Wspaniale. Jak widać, życie idzie do przodu.
Patrząc na statystyki odwiedza mnie dużo osób, więc wykorzystam to dla zrobienia czegoś dobrego... a więc: Dzieciaczki moje kochane uczmy się. Dajmy z siebie wszystko. Przepracujmy ten cięzki rok po to by w życiu było nam łatwiej.
I jeszcze... korzystając z okazji chciałbym pozdrowić Kamila i życzyć mu jak największych ... |
| | | | Środa 29.08.2007 |  Po jakże tragicznym maratonie spotkałem Marka. Powiedział genialne zdanie: " jak nie urok to sraczka" tyczyło to się jego, ale do mnie też pasowało idealnie. Co było w Krakowie nie tak? Hmmm, a to bidon zgubiłem, a to musiałem dokręcać kółeczko w przerzutce, aaa to... wszystko to nie jest ważne. Ja w Krakowie zwyczajnie umarłem. Wyprzedzał mnie każdy...
Odcieło mi wszystko. W tym roku już chyba nic nie zwojuję. Pozostało 4 maratony, w każdej z lig jest źle albo bardzo źle. Jeśli dobrze pójdzie to na Esce przynajmniej uzbieram komplet startów do generalki. Smutek.
Wracajac do Krakowa. Moją wycieczkę nagrodzili dekoracją.
To się nazywa taksówkarz ;) Miłe zdjęcie mam. 3 Coxów na podium. Za rok już tak miło nie będzie bo nam Robcia zabierają do M2... więc nacieszcie się tym widokiem. |
| | | | Środa 29.08.2007 | 3 kapcie. Identycznie jak rok temu. Już nawet nie mam siły się złościć. Generalka na Esce staje się coraz bardziej odległa. Bywa. Jedyne co cieszy to egzekutor Robciu koszący juniorów jak dzieci. Robcio ponoć ma dużo fotek z moim udziałem, więc czekajcie cierpliwie ;) Jak tylko pojawią się w galerii to obiecuje dać Wam znać. |
| | | | Wtorek 07.08.2007 |  Rozczarowanie. Czym jest rozczarowanie? Dla mnie jest to enty maraton po którym z czystym sumieniem mogę tłumaczyć się na kilka stron. Oszczędzę wam tego. Powiem tylko tyle, że rok temu przejechałem tę trasę ok 20 minut szybciej. Uprzedzając kąśliwe uwagi. Nie, nie cofam się w rozwoju. Po prostu podkusiło mnie na mały eksperyment kulinarny... Z tego co wiem ludzie czesto wymiotują na trasie w zasadzie z dwóch powodów albo coś nie tak zjedli, albo z wysiłku. Już na starcie stałem zielony... potem było jeszcze gorzej. Przejechałem giga siłą woli tylko po to żeby mieć sektor na Przesiekę. Mogę powiedzieć z całą pewnością... Najgorszy maraton w tym roku. Smutaśnowato. To co raduje duszę to kochane Coxy które niszczą innych raz po raz. Robcio dalej jest egzekutorem - pewnie wygrał w Świeradowie ... |
|
| [Poprzednie] 1 [2] 3 4 5 6 7 8 [Następne] |
|
|
|