|
|
|
| | Sobota 16.06.2007 |  Urwałem przerzutkę i doczłapałem do mety w okolicach 4 setki na mega. To tak na szybko. W rzeczywistości było to o wiele bardziej skomplikowane. Na ostateczne rozwiązanie kwestii przerzutki wpłynęły: Zły i niedobry patyk na który to wpadłem omijając lekki karambol na zjeździe, pogięty wózek ww. przerzutki po spotkaniu z ww. patykiem, szarpaniem na podjeździe, -sądząc po efektach- średnio udane próby wyprostowania ww. wózka. Suma sumarum - przerzutka do kosza. Bywa. Ale na mecie okazało się, że nie tylko ja miałem problemy. Robcio też urwał przerzutkę, tyle, że już po wjeździe na giga więc w ogóle nie ukończył. Paweł zerwał dwa razy łańcuch. Mariusz miał dwa kapcie. Marcin Kowalczyk ładnie jechał ale potem złapał kapcia i ciągle już miał różne dziwne przygody. W każdym razie był 7 w M1 na giga. ... |
| | | | Niedziela 03.06.2007 |  No i po Family Cupie. Tyle błota nie widziałem ostatnio w ogóle. Tragedia. Sam nie wiem na co liczyłem jadąc tam na Pythonach. Stałem w miejscu kręcąc, więc podbiegałem dosłownie wszystko, na zakrętach odbijałem się od drzew a na zjazdach ciągle podpierałem się nogami. Cudem przyjechałem 5 i zakwalifikowałem się do finału. Tam już tego typu błędów nie bedzie. Pomijając wynik było fajnie. Dojechaliśmy szybko i sprawnie za sprawą rodzinki Arka, przy rejestracji dostaliśmy smakowite pianki Jojo, po wyścigu smaczną kiełbaskę. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie...
błąd. |
| | | | Niedziela 27.05.2007 |  W planach w ogóle nie miało być tego maratonu... Miał być Boguszów. No ale Michał nie przyjechał po mnie, w ogóle nie dał znaku życia, więc "lekko" zdenerwowany zapisalem się... i wystartowałem. Jechało się długo pod górę i długo w dół długo pod górę i długo w dół tak jakieś 91,4 km. Końcowe kilometry spędziłem na nerwowym oglądaniu się za siebie i zajadaniu zabranych z bufetu bananów choć jakoś chciałem uratować się przed odcięciem prądu. / Michał miał przywieść żele i batony /. Na mecie okazało się, że jestem dużo dużo za Robciem ale i że jestem drugi. To miłe. Na dekoracji kolejny kwas nie mamy koszulek, więc ja wszedłem w pelerynce Pawła a Robcio w podkoszulku JC. Dzięki Michał. |
| | | | Niedziela 20.05.2007 |  Druga edycja Pucharu Tarnowa była fajną edycją. Było szybko, sucho i gorąco. Wybrałem się zobaczyć czy coś jeszcze we mnie jest... No i przyjechałem 13 tracąc 2 pozycje na ostatnich metrach przed metą / chwilę wcześniej zrobiłem jakieś ziazi przerzutce i powiedziała, że nie będzie działać, jakoś tak łańcuch dziwnie pozaciągała, ze nie dało się jechać/ Ale i tak to mało ważne bo i bez pchania 11 miejsce w Pucharze Tarnowa w Juniorze to tak - oględnie rzecz ujmując - średnio. No ale poczekajmy jeszcze troszeczkę ;)
Znakomicie natomiast pojechał inny Cox Paweł Lempart który to zajął 2 miejsce. Dało mu to teraz prowadzenie w klasyfikacji generalnej w kat. Elita. Jeszcz inny Cox walczący wczoraj na Langu Robciu był 20 a dzień później na maratonie 2. Na tym samym maratonie Cox z Gliwic czyli Mariusz Czapla przyjechał 9 w M2 i 11 open na dystansie Mega. Gratulujemy. |
| | | | Poniedziałek 14.05.2007 |  Ogólnie fajny maraton. Słoneczko świeciło, wiaterek wiał, opaliłem się ciut... wszystko byłoby fajnie gdyby nie moja jazda. Na początku wszystko pięknie, piłem, jadłem, uważałem, żeby nie wymordować się za wcześnie. I tak po jakimś czasie doszedł mnie Marcin z teamu i jechaliśmy jakiś czas razem. Po jakimś czasie zakleszczył mi się łańcuch, poszarpałem się z nim i chciałem ruszyć dalej i.... wielkie ździwko tego dnia: Ktoś kiedy męczyłem łańcuch zabrał mi moje nogi. Tak oto mijali mnie ludzie dziesiątkami, a ja nic nie potrafiłem zrobić. SZOK. Na mecie dostałem od - 3 w M1 Marcina - 8 minut. Cudem byłem 6. O wyniku open nie będe mówił, bo na płaskiej trasie parę minut słabości daje kilkadziesiąt pozycji w plecy, a co dopiero gdy tą słabością jest pół maratonu ;) Przynajmniej mam sektor na kolejny maraton. W Galerii w dziale Wyscigi 2007 pojawiła się nowa fotka... Chyba trzeba iść do fryzjera ;) |
|
| [Poprzednie] 1 2 3 [4] 5 6 7 8 [Następne] |
|
|
|